„Nie dawaj kieszonkowego! Ucz dziecko zarabiać!”
„Kieszonkowe programuje etatowców!”
„To uzależnianie od małego od zasiłków socjalnych!”
Takie głosy słyszę wielokrotnie. W odpowiedzi na moje newslettery, na konferencjach, w sieci… a nawet w książkach i wypowiedziach niektórych osób promujących się na ekspertów od dziecięcych finansów. A gdzie leży prawda?
Postaram się to pokrótce wyjaśnić, odnosząc się do kilku znanych mitów:
1. „Kieszonkowe jest bez sensu! Daję dziecku na wszystko, jak tylko poprosi.”
Samo kieszonkowe jest bez sensu – to prawda. Jeśli dajesz pieniądze, ale w parze nie idzie żadna rozmowa o pieniądzach, o tym, na co oraz ile dziecko wydało, po co oszczędzać, inwestować itp. – kieszonkowe faktycznie mija się z celem. Natomiast jest ono świetnym uzupełnieniem tychże rozmów. Wiedza teoretyczna szybko wyparowuje, jeśli dziecko nie może przetestować jej w praktyce. Naukowcy dowiedli tego już wiele razy. Dawaj dziecku kieszonkowe, ale jednocześnie edukuj finansowo.
Oczywiście, aby kieszonkowe spełniało swoją rolę edukacyjną, musi być odpowiednio przygotowane, ale to temat na oddzielny wpis. Więcej tutaj.
2. „Zamiast kieszonkowego dziecko powinno zarabiać!”
Czy powinniśmy zachęcać dziecko do zarabiania? Jasne, że tak! Dzięki temu wspieramy jego rozwój przedsiębiorczości i poczucie sprawczości (co wpływa m.in. na wzrost samooceny). Praca, tak dla dorosłego, jak i dla dziecka, to nie tylko sposób na zdobycie pieniędzy. To także nauka o sobie i o świecie, kreatywność, kooperacja, zdobywanie nowych umiejętności, rozwijanie pasji i wiele innych.
Ale praca powinna być dla dziecka jedynie dodatkiem. Niedobrze jest, jeśli zarabianie jest dla dziecka koniecznością. Aby miało poczucie bezpieczeństwa, rodzic powinien wziąć na siebie zaspokojenie jego potrzeb życiowych (nie mylić z zachciankami!). Zarabianie nie powinno także uniemożliwiać dziecku naukę oraz regenerację sił. „Nic-nie-robienie” też jest potrzebne dziecku.
Dlatego złotym środkiem jest: kieszonkowe zaspokajające wszystkie potrzeby plus podstawowe zachcianki (ile i jakich ustala rodzic) + zarabianie na większe cele/marzenia.
3. „Kieszonkowe uzależnia od zasiłków socjalnych!”
A może by tak spojrzeć na kieszonkowe nie jak na zasiłek, ale jak na narzędzie edukacyjne? Od razu zmienia się perspektywa! Jak wcześniej napisałam, kieszonkowe powinno zaspokajać wszystkie potrzeby dziecka plus podstawowe zachcianki. Nie dajesz mu zatem żadnego zasiłku. W ogóle żadnych więcej pieniędzy ponad to, co i tak byś na nie wydał(a). Zmienia się jedynie zarządca tej kwoty. Jeśli i tak kupujesz dziecku jakieś przekąski, pozwól jemu zdecydować, co i ile za tą kwotę kupić. A może będzie wolało ją oszczędzić?
4. „Kieszonkowe programuje etatowców!”
Pytanie retoryczne: czy dziecko ma szansę nauczyć się zarządzania budżetem, jeśli nie ma czym zarządzać? Oczywiście zwolennicy „jedynie-zarabiania” mogą powiedzieć: moje dziecko będzie miało czym zarządzać, bo zarobi. Ale jeśli nie będzie chciało zarabiać? Kiedy będąc nastolatką cierpiałam na depresję, zarabianie naprawdę było ostatnią rzeczą, o której wtedy myślałam. Czy jeśli Twoje dziecko będzie w tej samej sytuacji, będziesz konsekwenty/a? Widząc, że któregoś dnia ma zwyżkę nastroju i chce pójść ze znajomymi do kina, powiesz mu „najpierw musisz na to kino zarobić”? Dostając kieszonkowe, ograniczasz takie ryzyka.
Kieszonkowe nie programuje etatowców, ale osoby, które umieją mądrze zarządzać swoim budżetem. Czyli także planować. Zarabiając, dziecko nie ma regularnych wpływów, co mocno utrudnia mu tę naukę.
Inna rzecz, to deprecjonowanie etatu. Dla wielu osób własna działalność jest marzeniem i celem. Ale często założenie jej było możliwe dzięki zdobyciu wcześniej szeregu kompetencji… na etacie. Tak jest też u mnie. Bardzo sobie chwalę własną firmę, ale jestem wdzięczna za wszystkie lata pracy „u kogoś”. Mając wokół siebie ludzi mądrzejszych, mogłam dzięki nim naprawdę wiele się nauczyć. To był cenny czas i obecnie wykorzystuję zdobytą wtedy wiedzę.
5. „Kieszonkowe uczy biernego podejścia!”
Może tak się zdarzyć, kiedy kieszonkowe jest źle przygotowane lub błędnie realizowane. Na przykład, jeśli dajesz je nieregularnie, zbyt dużo lub stosujesz popularną metodę „ile lat, tyle złotych” (nie polecam!). Ale mądre kieszonkowe działa zupełnie odwrotnie: wspiera przedsiębiorczość, oszczędzanie, a nawet dobroczynność. Przeciętnemu rodzicowi trudno samemu je przygotować, ale są na szczęście sposoby, by zrobić to sprawnie i za darmo.
Podsumowując: pomysł, aby zrezygnować z kieszonkowego dla dziecka i nastawić się jedynie na zarabianie jest niezgodny z aktualną wiedzą branżową. Kieszonkowe jest świetnym narzędziem i warto z niego korzystać – w połączeniu z regularnymi rozmowami z rodzicami. Zarabianie to z kolei fantastyczny dodatek do kieszonkowego. W mądrej edukacji finansowej dziecka powinno znaleźć się miejsce na oba te elementy.